REKOLEKCJE


O NASZYCH REKOLEKCJACH OGÓLNIE


Trzy zaprzyjaźnione wspólnoty z trzech różnych miast (południe, zachodnia Polska i północ) co roku spotykają się na letnich rekolekcjach. Rekolekcje prowadzi (z małymi wyjątkami) o.Andrzej - franciszkanin. Tak to w skrócie wygląda :-)
Byliśmy już koło Tarnowa, nad morzem, w Beskidzie Niskim, koło Poznania, koło Bydgoszczy, w Czechach, na Mazurach. A w tym roku na suwalszczyźnie. Ciekawa jestem, gdzie jeszcze zawędrujemy ... Miejsce rekolekcji w zasadzie zależy od naszej fantazji, bo to my sami je organizujemy (co roku inna wspólnota).
PLAN DNIA


 8.30 jutrznia
 9.00 śniadanie
10.30 katecheza o.Andrzeja
11.45 eucharystia
13.30 obiad
16.00 spotkanie dla małżeństw i osobno dla osób nie żyjących w małżeństwie
18.30 nieszpory
19.00 kolacja
20.00 adoracja
21.00 na zakończenie adoracji i całego dnia - kompleta

Tak mniej więcej wyglądał plan dnia. Trochę to się zmieniało w zależności od naszych potrzeb :-) Jeden dzień był zupełnie inny, ponieważ korzystając z bliskości litewskiej granicy, pojechaliśmy do Wilna(!)
A CO W TYM CZASIE ROBIĄ NASZE DZIECI?


Kiedy jest katecheza i spotkania w grupach, dziećmi zajmują się opiekunki (którym bardzo dziękujemy:-)))))) Przedszkolakom wystarczy piaskownica albo kredki i papier. Starszaki mają już trochę większe wymagania. A z chłopcami to prawdziwy problem - tysiąc pomysłów na minutę (niekoniecznie wszystkie bezpieczne). Jednego roku mieliśmy opiekuna dla chłopców i to był trafiony pomysł. Chłopaki całymi godzinami grali w piłkę albo robili to wszystko, co chłopcy robić lubią ;-)

Niemowlaki, roczniaki chodzą z rodzicami na spotkania. Czasami przeszkadzają mocno, czasami trochę mniej. O.Andrzej ma dużo cierpliwości i donośny głos, i dzięki temu jeszcze coś słyszymy ;-)

W czasie jutrzni, nieszporów dzieci w zasadzie modlą się z nami. Piszę w zasadzie, bo to już sprawa bardzo indywidualna. Nasze pociechy chodziły z nami na jutrznię, natomiast na nieszpory nie.

Adoracja jest godzinna, także po to tak długa, aby rodzice mogli wymieniać się podczas adoracji. Nasze dzieci spędzały z nami ok. 15 minut na adoracji, a potem miały wracać na kompletę. Czasami jednak akurat było coś ważnego do zrobienia na podwórku ;-) i po prostu nie mogły, no naprawdę nie mogły być na modlitwie.

Ale już eucharystia obowiązkowa jest dla wszystkich! Podczas eucharystii dzieci mają specjalnie dla nich przygotowaną katechezę. Jeden z ojców rodziny gromadzi dzieci przed ołtarzem (zaraz po ewangelii) i rozmawia z nimi o przeczytanym właśnie Słowie Bożym. Jaki tata, taka katecheza. W tym roku np. Jaromir przyniósł dzieciom zboże i chwasty, czym zaśmiecił świeżo wysprzątany kościół ;-) Wychodził też z nimi na zewnątrz, aby te brzydkie chwasty wyrzucić (czy domyślacie się, o jaki fragment ewangelii chodziło?) A na końcu eucharystii jest specjalne błogosławieństwo Boga dla naszych dzieci; ... tak bardzo im potrzebne.

Posiłki też są obowiązkowe :-) A w tym roku było dużo i pysznie :-)


Zastanawiamy się nad osobnymi katechezami dla dzieci. Ale to dopiero w sferze rozważań. Może jakiś śpiew, specjalne prace plastyczne, zagadki, rebusy tematyczne. Nie za dużo, bo przecież i tak sporo mają dodatkowych spotkań na modlitwie :-) Nie wiem jeszcze jak miałoby to wyglądać. Jeśli ktoś z czytających ma konkretne doświadczenia, proszę o kontakt (Kasia).


SZUMNIE PISZĄC - ŚWIADECTWA


Iwona
Wróciliśmy z rekolekcji. Jak co roku około tygodnia spędzamy na wspólnym odkrywaniu Pana Boga razem ze wspólnotą, w jakiej jesteśmy i jeszcze dwoma innymi zaprzyjaźnionymi wspólnotami.
Tegoroczny pobyt był dla mnie innym przeżyciem. Pojawienie się na rekolekcjach musieliśmy razem z mężem okupić ogromnym uporem i determinacją. Postanowiliśmy sobie, że zrobimy wszystko, żeby móc na nie pojechać. Odległość niemała-ok. 600 km., mało pieniędzy - remont nowego mieszkania w trakcie, brak urlopu, zmiana pracy, wszystko sprzeciwiało się temu wyjazdowi. Rozesłałam prośby o modlitwę, ażebyśmy mogli (właśnie: mogli a nie: chcieli!) pojechać. Niewiele wskazywało na to, że pojedziemy: urlop otrzymałam poza obiegiem oficjalnym w niedzielne popołudnie na kilka godzin przed godziną wyjazdu, mąż do końca pracował (pracuje także w niedzielę). Rodzice obiecali nadzorować pracę cykliniarza i wysyłali nas na rekolekcje. Pomału łapaliśmy oddech i próbowaliśmy wierzyć, że jeszcze tam się zjawimy. Niedziela, godzina 17-a - Kuba (mąż i tato) razem z chłopakami zszedł pakować bagaże do samochodu (mamy dwóch synów - 5,5 roku i 4 lata), schodząc do auta na klatce spotykam Maćka, całego zakrwawionego - koszulka, twarz, ręce... Okazało się, że chciał na podwórku oswoić... dzikiego kota, który bardzo łagodnie na niego patrzył i nasz syn był pewny, że mogą się zaprzyjaźnić. Zdębiałam (miałam od razu wizje leżenia w szpitalu i czytania mu bajek o kochanych zwierzątkach). W bagażniku była woda utleniona, obmyłam to i z duszą na ramieniu pojechaliśmy do... szpitala. Nie wiedzieliśmy, co robić. W szpitalu pani inteligentnie zapytała nas, czy możemy tego kota jakoś złapać. Na co Kuba (mąż i tato) odpowiedział: oczywiście, jak Pani widzi to bardzo łagodne zwierzę i synowi prawie się to udało... Po godzinnym pobycie ruszyliśmy z kalendarzem szczepień przeciw wściekliźnie do wykonania oraz antybiotykiem. Tężec opanowany. Cały czas modliłam się, żebyśmy umieli rozpoznać, czy to są zabiegi, które mają nas ostrzec, żebyśmy nie jechali, czy mamy walczyć i jechać. Zjawienie się nasze na rekolekcjach było dla nas cudem. Naprawdę odkrywaliśmy w tym wolę Pana Boga. A przede wszystkim to, że jest ktoś, komu zależy, aby nie udało nam się pojechać. Dziękowałam Panu Bogu. Całość rekolekcji niby zwyczajna: konferencje, brewiarz, adoracja, Eucharystia, katechezy, których dużo już wysłuchałam, gwar (bo mamy we wspólnotach dużo dzieci) i jak zwykle dość dużo czasu wolnego na rekreacje.
Wciąż ci sami ludzie, przyjaciele, dzieci coraz większe i nowe maluszki urodzone pomiędzy jednymi a drugimi rekolekcjami. Wciąż ten sam ojciec, pokazujący nam Pana Boga, nawołujący do Niego. Kochany i oddany. Nagle odkryłam, że to jest nasz skarb. Właśnie ta stabilność, ta wspólna droga: zmaganie się z niewiernością Panu Bogu, zmaganie się z tymi ludźmi, którzy mnie znają, patrzą na mnie, może oceniają a może nie. Często szukamy sensacji w odkrywaniu Pana Boga, jakichś niesamowitych wydarzeń, a tu taka zwyczajność, usłyszałam cichego Pana Boga. Razem z mężem dużo rozmawialiśmy o wierze w naszej rodzinie. O tym jak dużo sobie ułatwiliśmy to życie Panem Bogiem, z ilu rzeczy zrezygnowaliśmy. Punktem kulminacyjnym był wyjazd do Wilna. Nie mogłam zasnąć przed podróżą. W tym mieście tyle łask: Eucharystia w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej, jakiś niesamowity pokój i łagodność spłynęła na nas. Wizerunek Jezusa Miłosiernego (pierwszy) namalowany na zamówienie św. faustyny - kładzie na kolana. Ale najbardziej wstrząsnął mną kościół oo. franciszkanów - zrujnowany kompletnie, odarty ze wszystkiego, surowy ołtarz z czerwonej cegły i nad nim potężny KRZYŻ FRANCISZKAŃSKI. Odzwierciedla to sens naszego życia. Widziałam, że tyle ruin w nas samych, w naszym życiu i tylko Jezus jest potęgą. Właśnie w tak zrujnowanym miejscu był najbardziej widoczny. Przewartościowanie wszystkiego. Warto było zobaczyć i zabrać w sercu do domu. Teraz wracają do mnie te obrazy z Wilna. Jak się modlę, jak ponoszę porażki i tęsknię za Panem Bogiem.

Magda
Te rekolekcje były dla mnie ciężkie, wypłakałam parę litrów łez. Katechezy, spotkania małżeńskie dotykały bolesnych dla mnie spraw: relacji z mężem, modlitwy rodzinnej, dialogu i innych. Szarpałam się, buntowałam, "walczyłam" ze Sławkiem. Dzisiaj wiem (chyba zawsze to wiedziałam, tylko ciągle się przed tym bronię), że rekolekcje były początkiem kolejnego etapu MOJEGO nawrócenia, że muszę zacząć wymagać od siebie, więcej się modlić, więcej ufać i pracować nad sobą. Te rekolekcje ciągle we mnie trwają, powoli idę do przodu, choć nie jest mi lekko. Życie z Bogiem całej naszej rodziny (przynajmniej na dzisiaj) to dla mnie ciągłe zmaganie się, wysiłek i takie posuwanie się malutkimi krokami do Boga. Ale znów Pan Bóg przypomniał mi, że muszę ciągle zaczynać od siebie, jeżeli ja się zmieniam , jestem blisko Boga, pełna pokoju i ufności, to to promieniuje na bliskich i wszystko lepiej się układa. Dziękuję Bogu, że mogliśmy być na rekolekcjach razem, dziękuję za ogromny dar ojca Andrzeja (prowadzącego) i dar wspólnoty. To się wydaje takie oczywiste, że to wszystko mamy, że się nam należy, że czasem zapominamy, jaki to ogromny DAR BOŻY.

Kasia
To, co tkwi we mnie cały czas, to świadomość otrzymania ogromnej łaski; łaski, z którą jeszcze nie wiem, co zrobić.

Parę lat temu była na rekolekcjach mowa o konieczności czytania Słowa Bożego. Wzięliśmy to sobie do serca i trwamy w modlitwie ze Słowem. Nasza rodzina bardzo potrzebowała rekolekcji o modlitwie. Mam nadzieję, żę tym razem też będzie owocnie :-) Na razie postanowiliśmy z Szymonem "popracować" nad systematycznością modlitwy rodzinnej. Głównym jej wrogiem była TV - niestety :(
A jeśli chodzi o Wilno, była tam cała masa wzruszeń i poruszeń. Wielkie wrażenie zrobił na mnie kościół franciszkanów - surowy, obdrapane mury, ołtarz ze zwykłych cegieł, dziurawa posadzka ... Kościół św. Ducha z oryginałem obrazu "Jezu ufam Tobie". To niesamowite, jak różni się ten obraz od reprodukcji. Jak jest świetlisty; jak jasne są promienie wychodzące z serca Jezusa. No i msza w Ostrej Bramie ...
Przed rekolekcjami modliłam się za siebie i za innych, abyśmy mogli spotkać się na rekolekcjach, abyśmy we wspólnocie mogli cieszyć się obecnością Boga. I otrzymałam to, o co prosiłam. Przyjechały też osoby, które przyjechać nie zamierzały. Sławek albo Magda mówili przed rekolekcjami, że Jaro z Bernatką wątpliwe, aby przyjechali. Widzieli to bardzo czarno, ale ja się modliłam (i wiem, że nie tylko ja) z wiarą, że Bóg może wszystko. Przyjechali; ... i nie tylko oni :-)))))) Te nasze rekolekcje to wielki DAR OD BOGA.


SPOTKANIA W GRUPACH


Osoby nie żyjące w małżeństwie zgłębiały modlitwę Ojcze Nasz. Natomiast małżeństwa miały katechezy nagrane na płycie:

1. Mężczyzną i niewiastą stworzył ich (o cechach specyficznych dla mężczyzny i kobiety) - Jadwiga i Jacek Pulikowski. Z tekstem dr Jacka Pulikowskiego można zapoznać się na stronie Katolik, gdzie omówiona jest książka "Warto być ojcem".

2. Czystość, czy tylko przed ślubem? - dr Jacek Pulikowski

3. Jeśli nie dialog, to co? - Maria i Janusz Długońscy

4. Zamysł Boży względem małżeństwa i rodziny - ks. bp Stanisław Stefanek

5. Rodzina w dialogu z Bogiem - ks. bp Stanisław Stefanek


Katechezy poprzedzał wstęp naszego ojca prowadzącego rekolekcje. Potem rozmawialiśmy w naszych małżeństwach; każde małżeństwo osobno. Po rozmowie spotykaliśmy się na krótkim dzieleniu i jeszcze było podsumowanie ojca.

Katechezy pochodzą z radia Maryja. Niech jednak nikogo nie zraża źródło. To są naprawdę bardzo dobre katechezy. Jeśli chcesz, możesz ich też posłuchać.


Na koniec to, co najtrudniejsze do czytania :-(
Mimo wszystko zapraszam :-)


Tematem katechez dla wszystkich była MODLITWA.

Fragmenty katechez pisanych przez ks.Roberta Muszyńskiego i ks.Jarosława Orkiszewskiego zamieszczam poniżej. Są to katechezy omawiające Katechizm Kościoła Katolickiego. Na podstawie KKK i tych katechez o. Andrzej przygotował dla nas swoje katechezy, za co bardzo mu dziękujemy (i nie tylko za to :-)

I. Czym jest modlitwa?

Trudno jest mówić o Bogu, a jeszcze trudniej mówić z Bogiem, stąd modlitwa pojmowana jako rozmowa, "mówienie" z Bogiem, rodzi wiele trudności. Modlitwa jest tajemnicą, która posiada swoje wymagania. Prowadzą one do wiary i pewności, że modlitwa nasza nie jest pustosłowiem. (...) Modlitwa nie jest spotkaniem partnerskim.
Modlitwa prowadzi do jedności z Bogiem Ojcem i tworzy w ten sposób wspólnotę o charakterze rodzinnym.

Modlitwa jest darem
Znamiennym wydarzeniem jest spotkanie Jezusa z Samarytanką opisane u św.Jana. Oczekiwany Mesjasz, który wszystko ma objawić (J4,25), rozmawia z kobietą symbolizującą ludzi pogardzonych i odepchniętych, nawet sięgających dna moralnego (miała pięciu mężów, a obecny nie jest jej mężem (J4,18). Kobieta ta otrzymuje od Jezusa czas szczególnego spotkania, które Katechizm określa mianem "cudu modlitwy". Studnia Jakuba staje się symbolem pragnienia, tęsknoty Boga za człowiekiem.(...) Chrystus szuka, pragnie, prosi by stanąć z Nim do rozmowy.(...)
Modlitwa jest studnią samego Boga, który chce udzielać się w darze i pobudza nas do jeszcze większego pragnienia. Darem, na który nie zasługujemy. Jedyną naszą ludzką postawą staje się fakt przyjęcia tego daru z wdzięcznością i zwrócenia się całą naszą osobą ku Ofiarodawcy. Uczyniła to samarytanka: "Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła (J4,15), która wykorzystała czas spotkania z Jezusem."
"Modlitwa jest odpowiedzią wiary na darmową obietnicę, odpowiedzią miłości na pragnienie Jedynego Syna (KKK 2561)"
Modlitwa jako przymierze
Podkreślając prawdę o modlitwie, jako zbawczym samoudzielaniu się Boga, wyrażamy przekonanie, że jest ona znakiem przymierza. Doprowadza bowiem ludzi do życia w jedności z Bogiem, do poczucia pokoju i bezpieczeństwa, do nadziei zbawienia.
Na modlitwę składa się całe bogactwo życia: gesty, słowa, myśli, czyny, zamiary - w myśl słów św.Pawła: "Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie" (1Kor 10,31) Czym jest bowiem modlitwa człowieka, stworzonego dla chwały Jego Imienia, jeśli nie adorowaniem, uwielbianiem Boga, potwierdzeniem przymierza z "całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich" (Pwt 6,5) (...) Przykłady takiej modlitwy znajdujemy w Biblii (...) Mojżesz trzymający w górę ręce podczas walki Izraela z Amalekitami (Wj 17,8-16), taniec Dawida przed Arką Bożą (2Sm 6,14), modlitwa Jezusa.
Modlitwa, w której na wzór Jezusa ofiarujemy całe swoje życie Bogu Ojcu, jest najpiękniejszym dowodem, pragnieniem, podtrzymania naszego przymierza z Nim.
"Aby określić miejsce, z którego wypływa modlitwa, Pismo święte mówi niekiedy o duszy lub o duchu, najczęściej zaś o sercu (ponad tysiąc razy). Modli się serce. Jeśli jest ono daleko od Boga, modlitwa pozostaje pusta." (KKK 2562) W naszym rozumieniu serce jest pojmowane jedynie jako sfera życia uczuciowego. W tradycji biblijnej oznacza całe wnętrze człowieka, jego wspomnienia, myśli, zamiary oraz decyzje. Jest zatem miejscem najskrytszych pragnień i dążeń. Miejscem podejmowania decyzji oraz odkrywania prawdy (Pwt 30,17-20). W sercu człowiek jest gotowy na spotkanie z bliźnimi oraz z Bogiem. Ostatecznie "serce jest miejscem przymierza" (KKK 2563)
Modlitwa jako komunia
Katechizm bardzo mocno akcentuje przedziwną komunię Trójcy Świętej i każdego człowieka. (...) Wzorem dla nas, a zarazem źródłem tej komunii są relacje w łonie samej Trójcy Osób. Chrystus modli się do Ojca, siebie ukazuje jako pośrednika, który jest jedno z Ojcem; raduje się w Duchu Świętym.
Modlitwa Kościoła jest odpowiedzią na modlitwę Jezusa z Wieczernika: "Aby stanowili jedno" (J 14,14). Pełni nie tylko funkcję zespalającą, ale także wychowawczą. Uczy cału Kościół spoglądać w jednym kierunku, jednym sercem zanosić błagalne prośby do Ojca.
"Modlitwa jest o tyle chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem i rozszerza się w Kościele, który jest Jego Ciałem. Ma ona wymiary miłości Chrystusa." (KKK 2565)

II. Źródła modlitwy.

Źródła modlitwy są pomocne w nawiązaniu dialogu z Bogiem. Czerpanie z owych źródeł w osobistej modlitwie sprawia, że chrześcijanin jej punktem wyjścia czyni Boga, a nie własne "ja".
Dla wielu ludzi modlitwa jest "męczeniem się ze sobą", jakąś próbą rozszyfrowania, co się w nich dzieje. Tymczasem im bardziej się zagłębiam w sobie, tym bardziej jestem zagmatwany i tym bardziej nawiedzają mnie różne myśli, zwątpienia, rozpacze.(...) Modlitwa jest przede wszystkim przyjęciem w wierze myśli Bożych wobec mnie.

Słowo Boże
Ojcowie Kościoła jako mistrzowie życia duchowego wskazywali na Pismo św. jako źródło modlitwy. Słynna jest wypowiedź św.Hieronima, który uważał, że "nieznajomość Pisma św. jest nieznajomością Chrustusa" oraz "chrześcijanin, który nie żywi się Pismem św., ten nie żyje". Zaś papież Grzegorz Wielki w liście do lekarza Teodora napisał: "Czymże jest Pismo św., jeżeli nie listem Boga Wszechmogącego do swego stworzenia? Władca nieba, Pan ludzi i aniołów sprawił, że doszły do ciebie Jego listy, które dotyczą twego życia. Dlatego, czcigodny synu, nie zaniedbuj czytać z pasją tych listów. Przyłóż się do studium i rozważaj każdego dnia słowa twego Stworzyciela. Odkrywaj serce Boga w Słowach Boga."

Liturgia Kościoła
Bóg poprzez liturgię staje wśród nas jako Osoba, żeby nas wezwać do dialogu, do spotkania, do zjednoczenia ze sobą. Bóg nam daje siebie, bo to jest istota miłości.(...) Najpierw jako Słowo objawia się, daje nam siebie jako światło dla naszego umysłu; ono ma się stać przedmiotem i źródłem naszej wiary. A potem Bóg daje nam siebie jeszcze pełniej, w sposób dosłowny w znakach sakramentalnych, aby być źródłem naszego życia.
Z naszej strony chodzi o to, by przyjąć Boga poprzez znaki i obrzędy liturgiczne i to dokonuje się przez osobowe, świadome i wolne akty wiary i miłości modlącego się serca ludzkiego.
Jedną z form liturgii sprawowanej przez Kościół jest Liturgia Godzin (...) Psalmy są pieśniami uwielbienia, mają charakter muzyczny, dlatego ten charakter powinien być zachowany, nawet gdy są odmawiane przez jedną osobę po cichu, aby "napełniać się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w naszych sercach" (Ef 5,18-19). Słowa psalmu mogą być dla nas pomocą do łatwiejszej i żarliwszej modlitwy, zwłaszcza, gdy składamy dzięki i wielbimy Boga w radosnym uniesieniu lub gdy wołamy do Niego pośród naszych utrapień.

Cnoty teologalne
Na początek trochę katechizmowych definicji (przyp. Kasia)
"Cnoty teologalne uzdalniają chrześcijan do życia w jedności z Trójcą Świętą. Ich początkiem, motywem i przedmiotem jest Bóg, poznawany przez wiarę, w którym pokładamy nadzieję i którego miłujemy dla Niego samego. Są trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość (Por. 1 Kor 13, 13)"
Wzorem jest dla nas Abraham. Bóg objawił mu, Kim jest, jakie są Jego obietnice i czego oczekuje od Abrahama. Odpowiedź Abrahama jest modelowa. Zawiera wiarę, tj. bezgraniczną ufność Bogu i w Boga, oraz modlitewne zawierzenie woli Bożej udokumentowane czynem. (...) Skoro modlitwa jest intymnym spotkaniem z Bogiem, komunią osób, to jest możliwa dzięki wierze i przez wiarę może przynosić owoce, być skuteczną (...)
Modlitwa pełna owoców dzięki wierze, wzmacnia wiarę, tak iż mamy większą śmiałość, by przystępować do Ojca, oraz wzmacnia nadzieję - Rz 8, 24-25(...) Tak więc Duch Święty, pozwalając nam widzieć, posiadać i cieszyć się z pierwszych darów łaski, "rozlewa w naszych sercach miłość Bożą", dzięki której poznajemy, że rzeczywiście Bóg nas pierwszy umiłował, że jesteśmy ogarnięci Jego miłością i znamy Go już nie tylko ze słyszenia, ale ujrzeliśmy Go wzrokiem i teraz jesteśmy zdolni z miłości odpowiedzieć.

Doświadczenie codzienności
W każdym czasie w wydarzeniach codzienności otrzymujemy Ducha Świętego jako źródło modlitwy. Zaproszenie św.Pawła, by "nieustannie się modlić" (2Tes 5,17) pośród wydarzeń każdego dnia i w każdej chwili, jest jedną z tajemnic Królestwa objawionych "maluczkim" sługom Chrystusa, którzy uczą się włączać to, co mają i nie mają w odpowiedź Bogu - "oddychając w Duchu Świętym".

Modlić się pośród wydarzeń każdego dnia, przenikać modlitwą treść codziennych, zwykłych sytuacji, to czynić ją swoim życiem. Oznacza to bycie z Bogiem, bycie w Bogu, bycie przy Bogu, to wsłuchiwanie się w szept Jego Ducha, to oddychanie Nim, patrzenie na Niego, to uwaga skierowana ku Niemu, to pełnienie Jego woli i dziękczynienie za wszystko, uwielbienie i błaganie, to prośba i przepraszania, to milczenie i krzyk.